Moje rodzinne wakacje 2009
Nadszedł moment w którym znalazłem chwilę czasu by przesegregować zdjęcia z moich tegorocznych wakacji. Zdjęcia obiecywałem opublikować jakiś czas temu już na blogu, ale myślę że opłacało się poczekać. W nagrodę dla wytrwałych czytelników bloga, znajomych i rodzinki będzie naprawdę duża dawka zdjęć. Część z tych zdjęć was ogrzeje i przeniesie w pamięci z powrotem do wakacji a część zdjęć świetnie wpasuje się w aurę panującą za oknem.
Nasze wakacje 2009 były wakacjami ruchomymi, tak jak lubimy, bez zbędnego siedzenia w jednym miejscu zbyt długo. Zrobiliśmy małe kółeczko po południowej europie zahaczając o Włochy, Francję, Szwajcarię i Niemcy. Wyjechaliśmy 7 czerwca w niedzielę koło godziny 20, przed nami było ponad 1300 km do przejechania do Padwy we Włoszech a kierowałem tamtego czasu jeszcze tylko ja. Agnieszka dzielnie całą noc dotrzymywała mi towarzystwa, dzięki czemu jechało mi się o wiele przyjemniej i bezpieczniej. Po drodze zrobiliśmy sobie kilka króciutkich postojów w tym tankowanie nocne na stacji przed przejściem granicznym Zwardoń/Skalite a rankiem zrobiliśmy sobie dłuższy postój i śniadanko już w Austrii. Potem czekało nas jeszcze trochę jazdy pięknymi autostradami z widoczkami w Austrii i nudne autostrady we Włoszech aż do samej Padwy. Po zakwaterowaniu się w naszym hotelu udaliśmy się na mały spacerek po mieście i oczywiście nie mogło zabraknąć wizyty na placu zabaw z Wiktorkiem.

Kolejnego rana po śniadanku w hotelu udaliśmy się na całodzienne zwiedzanie Wenecji.




Chodzenie z dzieckiem i wózkiem wąskimi uliczkami i przenoszenie co chwila wózka przez mosty i mostki było bardzo uciążliwe.

I ten wszechobecny tłum ludzi to raczej nie klimat który mnie kręci. Miasto zostawiło miłe wspomnienia ale bez rewelacji bynajmniej mnie nie powaliło na kolana.

Po opuszczeniu wieczorem Wenecji udaliśmy się w kierunku Lazurowego Wybrzeża. Po drodze przed Genuą zaliczyliśmy oberwanie chmury :) Autostrada wiodła przez chyba z dziesięć tuneli, jeden po drugim i każdy dość długi, i po wyjeździe z każdego tunelu padało coraz bardziej :) Na szczęście po około godzince niebo się rozjaśniło i znów widzieliśmy gwiazdy i pięknie oświetlone miasta Włoskiego wybrzeża. Od Genui jechaliśmy już lokalnymi drogami wzdłuż wybrzeża. Tej nocy zaliczyliśmy krótką drzemkę w samochodzie :)
Piękne widoki wschodzącego słońca przywitały nas we Francuskim miasteczku Menton.


Widok na Monaco

W tle Saint-Jean-Cap-Ferrat [Francja], zdjęcie zrobione z Avenue des Diables Bleus jednej z widokowych dróg prowadzących z Monaco do Nicei

…no i dotarliśmy do Nicei. Szybkie zakwaterowanie, prysznic i idziemy na plażę…. zmęczony drogą, owiewany delikatnym morskim powietrzem przysnąłem na plaży… efekt, oparzenia i bąble na nogach i brzuchu. :( I do końca wakacji unikanie słońca :(
Po plaży wieczorkiem udaliśmy się na spacerek po Nicei i oczywiście na piękną górę widokową z widokiem na port i całą Niceę. Wielkim plusem był piękny plac zabaw dla Wiktorka.


Kolejny dzień to zwiedzanie okolic miasteczka Grasse (znają je zapewne oglądający film Pachnidło) które znane jest z najsłynniejszych i najstarszych wytwórni perfum. Zwiedziliśmy uliczki miasteczka i jedną z wytwórni pefum i innych pachnideł Galimard. Zapachy roztaczające się w perfumerii to coś pięknego. Nasze nosy zostałyby tam zapewne na dłużej :)
Po zwiedzaniu okolic Grasse udaliśmy się na wybrzeże a dokładniej w okolice masywu Esterel który rozciąga się miedzy miasteczkami Saint-Raphaël i Cannes. Okolica po prostu wymarzona dla posiadacza pięknego kabrioletu lub super sportowego samochodu. Ta droga między górami i morzem jest wręcz stworzona do szybkiej jazdy sportowym kabrio. hmm my musieliśmu się zadowolić jazdą w naszym Scenicu :P. Piękne widoki i malownicze zatoczki z kilkoma osobami na plaży to coś co lubię. Cisza i spokój gwarantowane, i ta super klarowna woda, normalnie bajka.




Dzisiejszy dzień spędzamy mniej ruchliwie czyli na miejscu w Niceii. Rano udaliśmy się na owocowe zakupy na słynnym targu w Niceii. Sam spacer po targu jest wspaniały, to uczta dla oczu i węchu. Piękne owoce, warzywa, kwiaty, i te zapachy owoców i lawendy, bajkowe doznanie.






Wiktor jak to każde dziecko już z kilometra zobaczy karuzelę i nie ma przebacz, trzeba było oczywiście zrobić jedną rundę na karuzeli przesiadając się podczas jazdy z pojazdu do pojazdu.

Po zwiedzeniu targu i zaopatrzeniu się w owoce i zaliczeniu karuzeli, udaliśmy się pozwiedzać uliczki Niceii a potem żeby i nasz malec był zadowolony poszliśmy do ogrodu botanicznego Parc Phoenix. Oprócz roślin jest tu sporo zwierząt egzotycznych i dużo miejsca do zabawy dla dzieci, z czego cieszył się szczególnie Wiktorek


Wieczorkiem kolejna wizyta na górze widokowej na placu zabaw. Poniżej widok na port w Nicei

Dziś wyjechaliśmy z Niceii i udaliśmy się do naszego kolejnego miejsca pobytu, do Marsylii. Trochę zboczyliśmy z drogi aby zobaczyć Wielki kanion Verdon. Droga do kannionu wiodła ostro pod góre spalanie wzrosło w naszym Scenicu drastycznie, ale te zakręty i widoki warte są kilku litrów ropy więcej. Droga którą jechaliśmy wzdłuż kanionu numer D71 była BARDZO kręta z BARDZO stromymi zboczami i często pięła się to w górę to w dół. A widoki na kanion były niesamowite! Co chwila stawaliśmy aby deektować się pięknymi zapierającymi dech w piersiach widokami. Na koniec wspieliśmy się na małą górę aby podziwiać jeden z piękniejszych widoków na kanion Verdon. Wiktorek co chwila mówił “ooooooooojjjj, o jejku”.








Kolejny dzień to wyprawa na cały dzień do rezerwatu przyrody Camargue. Na terenie Camargue żyje około 400 gatunków rzadkich w Europie ptaków (m.in. największa na kontynencie kolonia lęgowa flamingów), a także innych zwierząt, w tym słynne dzikie białe „konie z Camargue”. Nie jestem znawcą przyrody ale na pewno widzieliśmy flamingi i białe konie :) Zaliczyliśmy też piękną plaże i pooglądaliśmy góry soli która to jest pozyskiwana z wody morskiej.




W drodze powrotnej pojechaliśmy inną drogą omijając prom którym płynęliśmy rano i zawitaliśmy w pięknym miasteczku Arles w którym swego czasu mieszkał i malował swoje obrazy Vincent Van Gogh.


Kolejnego dnia zwiedzaliśmy piękne miasteczka i okolice Cassis i La Ciotat w regionie Prowansja-Alpy-Wybrzeże Lazurowe. W Cassis po tym jak Aga z Wiktorkiem pobawiła się trochę na plazy a ja połaziłem po porcie, wybraliśmy się na ponad godzinną wycieczkę statkiem aby podziwiać od strony morza wspaniały Masyw Calanques. Dzień standardowo słoneczny i bardo gorący z temperatutami do 33 stopni.










Nadeszła ta chwila w której opuszczamy słoneczne i upalne klimaty lazurowego wybrzeża i przenośmy się w Alpy. Cel naszej dzisiejszej podróży to miasteczko Bourg-Saint-Pierre znajdujące się w Szwajcarii tuż tuż za Przełęczą Świętego Bernarda i granicą z Włochami. Po drodze wpadliśmy do koleżanki Agnieszki mieszkającej koło Turynu we Włoszech, na pyszną kawkę i mufinki. Dziękujemy za ciasteczka na drogę :P pyszności.





Przepiękną i malowniczą drogę która serpentynami pięła się w górę by w szczytowym punkcie osiągnąć wysokość 2469 m przejechaliśmy bardzo wolno, stając co chwila by napawać się pięknymi widokami i pobawić się trochę w śniegu :) Nasz samochód spisał się dzielnie, pokonując strome wzniesienia i kręte zakręty a potem ostre zjazdy. Widoki wspaniałe a kierowanie po takiej drodze to sama przyjemność z dużą nutką adrenaliny. Potrzeba chwili by przyzwyczaić się do jechania po tak stromej i krętej drodze. No i widzieliśmy kilka świstaków które odpoczywały od grania w reklamach :)
Poniżej na zdjęciu Wielka Przełęcz Świętego Bernarda, jezioro jest zamarznięte przez 265 dni w roku. Zdjęcie zrobione 17 czerwca 2009


Dzisiejszy dzień to test wytrzymałości dla naszych organizmów. W ciągu dnia kilkukrotnie dość szybko wjeżdżaliśmy i zjeżdżaliśmy na wysokości dochodzące do 3842 m. Ja niestety na koniec dnia miałem dość mocny ból głowy :(
Na początek wybraliśmy się przez góry ze Szwajcarii do Francji do miasteczka Chamonix aby kolejką linową udać się na wysokość 3842m na szczyt Aiguille du Midi. Podróż z jedną przesiadką na wysokości 2317 m trwa ok. 20 minut. Obawialiśmy się że Wiktorek może trochę źle znieść taką podróż w górę a potem w dół ale okazało się że nie było tak źle jak myśleliśmy, podczas mijania każdej z trzech podpór pierwszej kolejki jak tylko wagonik lekko opadał i zaczęło go bujać Wiktorek krzyczał na głos “juuuuhuuuuu” powodując uśmiech na twarzach pasażerów.
Na samej górze trochę wiało i było chłodno ale widok był przepiękny. Byliśmy przygotowani na takie warunki i jeszcze na dole założyliśmy cieplejsze dodatkowe ubrania. Po zwiedzaniu szczytu w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na wysokości 2317 m aby poleżeć trochę na trawce i złapać trochę słoneczka oraz aby Wiktorek mógł się pobawić w śniegu i ulepić bałwanka. Było słonecznie i ciepło wiec zrzuciliśmy ciepłe odzienie i zostaliśmy w koszulkach na krótki rękawek.
Obiadek zjedliśmy w pięknym otoczeniu gór delektując się widokami a po nim udaliśmy się do naszej drugiej atrakcji tego dnia do tamy Grande Dixence w Szwajcarji. Jest to czwarta co do wielkości tama na świecie i największa tama w europie. Jej wysokość to 285 m a długość 695 m. Szczyt tamy znajduje się na wysokości 2365 m a droga do tamy to same zakręty jeden za drugim i ciągła jazda stromo pod górę, po drodze mija się zaspy śniegu pozostałe po zimowych lawinach a na drodze spotyka się głazy które spadają podczas roztapiania się śniegu. Dociera się do podnóża tamy a stamtąd albo wspinaczka stromo pod górę albo wjazd kolejką linową. My wybraliśmy kolejkę linową. Widok z tamy na okolicę i jezioro jest powalający, a ogrom tamy robi wrażenie. Z tamy można wejść na górę znajdującą się obok aby móc podziwiać tamę z góry w całej okazałości co oczywiście uczyniłem :) Zjazd samochodem w dół do miasta Sion to nie lada wyczyn dla hamulców w samochodzie i oczywiście zapach spalonych klocków.
Na zdjęciu poniżej zbocze obsadzone winogronami w Martigny-Croix, Szwajcaria

Poniżej stacja kolejki w Chamonix. Tu zaczyna się wjazd na wysokość 3842m na szczyt Aiguille du Midi




Widoki z Aiguille du Midi.





Widoki z okolic stacji przesiadkowej kolejki na wysokości 2317 m



Obiadek w restauracji z pięknym widokiem na góry

Bardzo kręta droga do tamy Grande Dixence



U podnóża tamy Grande Dixence w Szwajcarii.




Kolejny dzień w drodze :) Jedziemy do miasteczka Seeg w Niemczech. Przejechaliśmy kolejne kilometry po malowniczych drogach tym razem kręte szlaki drogowe poprowadziły nas przez przełęcz Furka na wysokości 2436 m. Wybraliśmy tą drogę zamiast tunelu kolejowego pod przełęczą o długości 15.4km aby móc rozkoszować się widokami na piękne góry i doliny. Pogoda była trochę kapryśna ale widoki nadal nas rozkoszowały. Tu mieliśmy okazję przejechać najbardziej krętymi i niebezpiecznymi drogami. Po raz kolejny momentami ostre zakręty i wzniesienia trochę mnie przerażały :)




Kolejny dzień to zwiedzanie bajkowego zamku Neuschwanstein, niestety elewacja była w remoncie :(. Sam zamek jest ogromny i robi wielkie wrażenie ale niestety krótka trasa dla zwiedzających jakoś mnie rozczarowała. Tyle pięter komnat i zakamarków a tu tylko 35 minut zwiedzania :(. Ale i tak było warto bo to co można zobaczyć robi ogromne wrażenie. Po zwiedzaniu i zjedzeniu niemieckiego przysmaku, kiełbaski z frytkami udaliśmy się w długą drogę do domu. Ponad 1300km do przejechania :).

Wyjazd można uznać za mega udany. Świetnie spędziliśmy czas wspólnie podróżując, zwiedzająć i wypoczywając.
Mam nadzieję że relacja spodobała się :)
Komentarze są wyłączone.





















Wow Paweł! Zafundowałeś nam tu wakacje w środku zimy, dzięki! Jak to przyjemnie popatrzeć na takie cudne widoki! Zazdroszczę wyprawy :-) Byłeś w moich ulubionych miejscach :-)
Widzę, że w wakacje nie odpoczywałeś od aparatu :)) a tak generalnie to: Super zdjęcia, fantastyczne kadry i kolorki :)) dla mnie najpiękniejsza Szwajcaria :) ach! tylko pozazdrościć wyjazdu.
Cudowne zdjecia!!! Nie moge sie juz doczekac powrotu do Europy!
Pozdrawiam! i Szczesliwego Nowego Roku
Wow! Great photos. I can’t wait to travel Europe!
szkoda ze wizazystki i jakiejs modelki nie upchnales w bagazniku ::)
Iga: hehe, miałem taki plan zrobić sesję w Nicei :) nawet miałem już modelke i wizażystkę chętne na sesję, ale stwierdziłem że nie ma co wakacji z rodzinką łączyć z pracą :)
Awesome series of images. AWESOME!!!!
Bardzo dobra kolekcja fotograficzna!! Hope to see you soon in Hiszpania!
Cześć!
widzę, że oprócz ślubów łączy nas coś więcej – pasja podróżowania! dokładnie takie wakacje lubię – jedynie zarysowany kierunek, bez dokładnego planu… wtedy wszystko może się zdarzyć, a wspomnienia są nieporównywalne z niczym innym.
moje zdjęcia z wakacji 2009 wciąż czekają w kolejce. u mnie było to 6000 km trasy po Bałkanach zachodnich. wrażenia niezapomniane, zdjęcia być może wkrótce u mnie.
szczerze – jestem pełna podziwu dla tych Twoich zdjęć. jasne, mam swoje ulubione, ale WSZYSTKIE trzymają poziom. serdecznie Ci gratuluję! :)